STUDIA / PRAKTYKI ZAGRANICZNE
RELACJA Z TURCJI
Dzięki mojej koordynatorce i jej cudownej asystentce nie miałem większych problemów z dostaniem się na Uczelnię w Sakarya. Jest to wielki kampus. Bardzo wielki. Jestem bardzo wdzięczny za wszelką pomoc i najbardziej za cierpliwość oraz czas, który obie te Panie poświęciły dla mnie.
Wylot w piątek o 13.40 czwartego lutego z Warszawy. Musiałem wyjechać juz o 5 rano, ponieważ z naszą koleją nigdy nic nie wiadomo, a ja nie chciałem sie spóźnić - oczywiście. Na dworcu centralnym byłem po 10, ale już na samym początku miałem problem. Mały ale dało mi to do myślenia. Mianowicie jak chciałem kupić bilet na autobus w automacie coś było nie tak. No ja jestem głupi i odważny pojechałem bez biletu. Pomyślałem, że jak przejadę to już nic mnie złego nie spotka. Jak sie potem okazuje, miałem racje ? Nienawidzę czekać, a było trochę czasu przede mną. Chodziłem wszędzie. Przeczytałem całą prasę. No i w końcu poprosili nas o podejście do bramki. Jak tylko wystartowaliśmy od razu zasnąłem ( podobnie w pociągu). Obudziłem się 9 min przed lądowaniem w Stambule. Nie obudzili mnie wcześniej bo wiem z doświadczenia, ze budzą żeby zapiąć pas ale ja zawsze zostawiam tak, żeby było widać że mam zapięty i nie ma problemu. Dla mnie całe szczęście bo źle znoszę latanie. Lotnisko? Panowie i Panie, to trzeba po prostu zobaczyć. Nie da się tego opisać - według mnie większe spokojnie od Kwidzyna :D Odnalazłem się bez większych problemów. Walizka po wyjściu z WC podjechała mi pod nos. Zapytałem pewne Polki, w którą stronę na metro i ruszyłem odważnie ( skąd wiedziałem, że Polki? z daleka dało się poznać bo najpiękniejsze :D ).
Metrem jakieś 40 min jechałem do Otogar gdzie jest wielki przystanek autobusowy. Może mniej ale dla mnie to był szok. Miasto jest przepiękne a, że było juz w miarę ciemno to wrażenie kosmiczne.
Gdy wyszedłem przed stację metra od razu rzuciło się w oczy wielkie biuro, które właśnie miałem odnaleźć. Turism Vib z którego odjeżdża autobus do Adapazari. Lecz przed kupnem biletu postanowiłem zjeść. Panowie od razu zaczepiali po angielsku co było miłą niespodzianką i się skusiłem na pierwszego tureckiego kebaba z ajranem ( jest to mleko woda i sól , mi akurat smakuje). Potem paląc papierosa podszedł do mnie pewien Turek i pyta co robię tutaj itd. Wytłumaczyłem mu po angielsku pokazałem kartkę z napisem Adapazari, od razu załapał o co chodzi. Poczekał aż spalę wziął moją torbę i zaprowadził mnie do biura, kupił bilet i do autobusu za chwilę zawołał. Ale cwaniaczek, czekał aż mu dam 5 TL za pomoc a jeszcze pomylił autobusy. A nikt nie rozmawiał po angielsku. Ale co tam. Ja twardo siadam, mam bilet. Za chwilę zrozumiałem, że za pół godziny będzie mój autobus. Napisałem do Enesa ( miał mnie odebrać z przystanku w Adapazari ), że będę o 21 na miejscu. Ogólnie cena biletu 17 TL, plus to co dałem Turkowi 5 TL. Ale autobus klimatyzowany, podają picie, napoje, coś do jedzenia, telewizor w nagłówku nawet z MTV. To nie miałem na co narzekać. Byłem zbyt zmęczony. Na miejscu byłem ok. 21:20. Piątek, niesamowite korki na granicy Europy i Azji.
Enes jak obiecał tak czekał. Z kolegą. Na stację PKP pojechaliśmy za darmo. Niestety nie było dziewczyn ,które miały czekać na mnie. Były na imprezie. Zatem Enes zaprosił mnie do siebie. Rodzice sympatyczni, zaraz pytali o wszystko. Enesa mama zaproponowała jedzenie. Jako iż że wiem że nie można odmawiać tzn. nie wypada, zgodziłem się na kolację. Zastawa jak w restauracji. Jedzonko pyszne. Zupka pomidorowa na ziarnach zbóż. Do tego makaron ala spaghetti, ale bez mięsa. Do tego karkówka i jogurt naturalny. Pyszne. No i potem herbatka, którą w Turcji to piją gdzie i kiedy tylko sie da. Dziewczyny dotarły koło północy. Przegadaliśmy do 5 i poszedłem spać. Tzn: ja to padłem. Spałem do 15, zjadłem coś , prysznic i dalej spać - tak do niedzieli. Musiałem być wyjątkowo zmęczony.
Mieszkanie duże. Mieszkamy w 5 osób. Na głowę wychodzi 200 TL miesięcznie z rachunkami oprócz gazu. Mieszkam z Portugalką Andrea, Słowenką Sanja, Czechem Aliem i Turkiem Cemem (czyt. Dzemem). Każdy przyjazny i towarzyski. Mieszkanie zlokalizowane jest 2 min od stacji PKP i 5 min pieszo od centrum.
Pierwsze dni zleciały bardzo fajnie. Poznawałem nowe słowa, zwyczaje. Na uczelnię bus zawsze podstawiony. Rano to nawet kolejka jest. Zazwyczaj wsiada kilka osób, tak żeby była zajęta chociaż połowa miejsc i odjeżdża. Bilet 1,25 TL ale nie ma biletu. Tylko się daje dla kierowcy. Droga 35-40 min w górę cały czas.
Pierwsze około 3 tygodnie polegały na wybieraniu przedmiotów, a potem szukaniu profesorów co było bardzo nudne. Albo kogoś nie było w biurze, albo nie mówi po angielsku, albo ECTS jednak mniej sie okazywało. Ostatecznie wybrałem 6 przedmiotów:
- Social Policy 7 ECTS - nauczyciel w dechę. Jajcarz z krwią niemiecką. Musimy przygotować prezentację o swoim kraju. Podstawowe informacje i przedstawić grupie ( Afganistan, Turcja, Słowenia, Czechy, Portugalia, Litwa, no i ja Polska)
- Turkish Economy 5 ECTS - nauczyciel w porządku jednak trochę wymaga, przygotowujemy sie w domu, gdy sie spotkamy to dyskutujemy o sytuacji w naszych krajach ( Słowenia, Polska, Turcja, Litwa )
- International Economy 5 ECTS - nauczyciel ten sam, jak w przypadku Turkish Economy, podaje tematy, które opracowujemy w domu, a potem przedstawiamy grupie u niego w biurze ( Portugalia, Turcja, Polska, Litwa, Słowenia )
- Basic English for Public Finance 3 ECTS - nauczyciel najlepszy, najbardziej przypadł mi do gustu. Lekcja raz w tygodniu z tureckimi studentami. Uczęszczam tam z moją współlokatorką ze Słoweni Sanja. Zajęcia ogólnie ciekawe. Po angielsku prezentacja, którą tłumaczą na turecki. My mamy łatwiej bo rozumiemy juz po angielsku. (Ale jest masa ślicznych Turczynek w tej klasie :D )
- Financial Managment 4 ECTS - nauczyciel ma przygotowane prezentacje, zajęcia trwają średnio od 30 min do godziny. Jest przyjemnie więcej liczb i można wykazać się matematyką. Jestem tam ja, Sanja i kilka Hiszpanów i dwie Hiszpanki. Nie zliczę ilu ich jest bo ciągle ktoś inny przychodzi. Leniwi są.
- Najgorsze Banking and Financial Institutions 6 ECTS - po amerykańsku, z dziekanem wydziału Ekonomii, który studiował w Ameryce. Temat trudny, ale do przeskoczenia. Mam taką nadzieję. Trzeba przysiąść i będzie dobrze.
W między czasie cały czas kogoś poznaję. Często zaczepiają Turkowie i Turczynki jak słyszą na ulicy angielski lub w autobusie. Najczęściej to mnie, jak idę w krótkich spodenkach. Wtedy to nie narzekam na nudę na ulicy. Każdy się na mnie patrzy jakbym szedł nago ,ale mi to nie przeszkadza. Lubię być w centrum uwagi? Często oferują pomoc podając na kartce numer telefonu lub imię i nazwisko oczekując zaproszenia na facebook.pl.
Co środę jest organizowana impreza dla Erazmusów przed Erasmus Club. Byłem dwa razy. Klub jest zlokalizowany 5 min pieszo ode mnie. W czwartek mam 3 wykłady i nie chce iść zmęczony i muszę się przygotować do zajęć. Byłem tam dwa razy i nie bardzo mnie tam ciągnie. Mały ciasny klub. Żadna przyjemność tańczyć jak każdy Ciebie puka co chwilę a piwo kosztuje 5 TL. Wolimy spotykać się z Erasmusami na tzw. domówkach. Choć i to nie odbywa sie często. Małe stypendium. Ale dajemy radę. Zazdroszczę Hiszpanom , którzy szaleją. Non stop narty, wyjazdy itd- maja 600 euro miesięcznie- to nie ma co sie dziwić. Zaś Niemcom nie ma co pozazdrościć- tylko 100 euro stypendium.
To tyle na początek. Jeszcze się odezwę, a teraz lecimy posłuchać tureckiej muzyki na żywo. Byłem w takim lokalu w pierwszym tygodniu i śpiewałem OGÓREK OGÓREK z kolegą z Polski. Zabawa na całego pomimo, że nie znaliśmy tureckiego. Był z nami Cem, który często jest w roli tłumacza.
Słówka:
Meraba - Cześć; nasilslim? - jak sie masz?; ijim sen? - dobrze a Ty?; Naber? - jak sie masz? ( lecz nie wypada mówić tego do nauczycieli i osób starszych); gel - chodź; hadi hadi - cos jak LETS GO jak sie spieszysz i kogoś wołasz no i dla mnie najważniejsze: sen czok guzelslin - jesteś bardzo piękna, a na to odpowiadają: teszekuler albo teszekir enderim - dziękuję .. zapisy są fonetyczne ponieważ nie mam znaków tureckich.
Jakoś połowa marca
I stało się co się musiało zapewne stać. W czwartek tj. 25 marca przeprowadziłem się wraz z Sanja, Andrea i Aliszem do nowego mieszkanie na Serdivanie. Turek, z którym mieszkaliśmy przekroczył wszelkie możliwe granice, wyczerpał cierpliwość całej naszej czwórki. Mimo wielokrotnych próśb nic sie nie zmieniło. Co z tego że głupa palił jak tylko potrafił obiecywał, udawał że rozumie o co chodzi i przepraszał, jak za 20 min robił znów to samo. Zostawiał syf gdzie tylko się dało, jakby sufit był niżej zapewne też by było co sprzątać. Wykąpać sie po nim to naprawdę trzeba mieć nerwy. No i płetwy bo oczywiście podłoga cala mokra to i można popływać w łazience. W nocy trzaskanie drzwiami to od pokoju to od łazienki. No i jego słynne obiady, z jego nowa dziewczyna, o 2 w nocy no przecież. Nikt wtedy spać nie może oczywiście.
Ale koniec o nim - mógłbym napisać o tym piękny esej. Całą akcje zainicjowała Sanja, której nerwy bardzo szybko się kończą i bardzo dobrze. Chociaż ona jedna krótko stawia na swoim. Porozmawiała z Hakanem, który bardzo nam pomógł. Gdy wróciła do domu wszystko było ustawione- data przeprowadzki czynsz itd. Płace 65TL więcej ale jaki spoookój. Czysto w domku, można normalnie gotować, każdy po sobie sprząta, centralne ogrzewanie na gaz podobnie woda, gorąca pod prysznicem i w KRANIE W KUCHNI! W końcu możemy myć naczynia w gorącej wodzie. Pokoje duże. Ja mieszkam z Czechem, a dziewczyny maja swoje oddzielne pokoje. Przez Sanji pokój wyjście na balkon. Widoki jak na slumsach ale klimacik jest oj jest. Juz nawet opalałem sie cały dzień nic nie robiąc. Nawet KOTA MAMY.
Chorowałem. Pewnej niedzieli miałem silny ból brzucha po powrocie do domu. Myślałem, że to z nerwów ale jednak nie. Straszny ból u dołu brzucha. Tabletki hurtem. No jak nic znów cós z nerkami myślę bo jakiś czas temu miałem zapalenie cewki moczowej. We wtorek rano brązowy mocz to pojechałem do lekarza. Świetny i sympatyczny facet, który mówi po angielsku bardzo dobrze NA SZCZESCIE. Badania moczu, KREW i LEUKOCYTY. No pięknie, ale USG nie wykazało nic tylko to ze musiałem 40 TL zapłacić i potem 20 TL za antybiotyk. Dopiero po dwóch dniach pomogło. W piątek poszedłem na badania i jest czysto. Mam nadzieję, że na amen.
W piątki chodzimy do takiego nietypowego „lokalu”. Alkohol wnoszą swój i jest rock na żywo. Przechodząc obok tego budynku, w życiu byście nie wpadli że w środku jest taka posiadówka. Ale jest sympatycznie i szanują obcokrajowców. Ogólnie to codziennie na ulicy cały czas ktoś zaczepia. Ale w końcu udało mi sie utargować cos! Całego 1TL na wałku do ciasta który kosztował 4 TL i za kurczaka który kosztował 4,90 TL zapłaciłem 4 TL. Następnym razem będę ostrzej wałczył.
Na bazarach owoce za grosze. Juz teraz kilogram pięknych truskawek 2,5 TL ale to naprawdę takich jak z obrazka, a mamy marzec. Banany i pomarańcze to juz rutyna.
Jest jeden problem w nowym mieszkaniu. Ciągły problem z Internetem i nie możemy sie uczyć. A jest tego trochę. No i bez tego ani rusz, bo w bibliotece książki o Polsce ciężko znaleźć, a juz jak chodzi o politykę socjalna to opadają ręce. Koniec marca 3 dni słońca. I znów deszcz. Mam nadzieje ,że niedługo pogoda sie ustabilizuje. Chcę w końcu poczuć tą prawdziwą TURCJĘ.
W maju wycieczka się szykuje do miejscowości na południu Turcji, Antalya. Koszt 130 euro, lecz wszystko wliczone. Przejazd, zakwaterowanie w hotelu. No i jedzenie i alkohol za darmo bez limitu. 3 dni. Jednak muszę liczyć na pomoc rodziców. Bardzo chcę tam pojechać bo może to jest pierwsza i ostatnia okazja zobaczenia tego pięknego miasta u wybrzeża Turcji. Zobaczymy. Mam nadzieje, że rodzice pomogą.
W kwietniu myślałem, że pogoda się zmieni, lecz nie za bardzo i wciąż narzekam na zdrowie. Często bolą nerki i pęcherz ale jakoś żyję. Wpłaciłem juz połowę kasy na Antalie. W zeszły weekend byliśmy w Bursie na dwa dni, mimo, że padał deszcz. Było cudownie. Przyjechały dziewczyny z Polski koleżanki Marleny, Lila, Andżelika i dwie Magdy. Ales ja and Marlena erasmusi.
Od samego początku było ciężko wstać rano, w końcu się z Alesem zebraliśmy po 7 jakoś. O 8.30 mieliśmy być na terminalu. Złapaliśmy mini taksi podjechaliśmy na stacje i czekamy na autobus, w kolejce, deszcze leje jak z cebra. Ale cóż wsiadamy pytamy czy na terminal , kierowca przytaknął no to jedziemy. Ale po chwili sie okazuje, ze pojechał bezpośrednio do kampusu w gore, mój Boże. Wysiedliśmy zaraz przed kampusem, łapiemy w druga stronę busa, ten mówi ze terminal , na dole juz w mieście znów zamiast w prawo to on w lewo skręca, no co jest z nimi do cholery jasnej. Ale oddał nam kasę, wzięliśmy trzeciego busa i w końcu dotarliśmy. Dziewczyny juz gotowe , nawet z biletami dla mniej Alesza. Zatem wsiedliśmy od razu i po chwili już byliśmy w drodze. Dziewczyny ogólnie popadały w chwile, ale potem dosiadła się chyba w Izmicie jakaś królowa, której przeszkadzało że rozmawiam z Lilką, no jak mnie takie coś wpienia, ale przesiadła się do przodu, i puścili radio i TV na raz a ona chciała czytać książkę :D Wyobrażam sobie jak się musiała wkurzyć :D
W Bursie okropnie padał deszcz, ale kupiliśmy bilety , zanim dojechaliśmy do Hostelu minęła prawie godzina i zaczęło się jakby przejaśniać. Na Ahmeda, faceta który miał nam pokazać Burse musieliśmy poczekać bo właśnie miał jakieś inne egzaminy ze studentami (my poszliśmy sami w to miejsce do parku, no i po drodze zobaczyliśmy wesole miasteczko i cos strasznie wyglądającego , ale co tam, ja Alesz, Marlena i jej siostra poszliśmy na to ) Ahmed jest ekonometrykiem. Bardzo mądry i ciekawy facet, pokazał nam wszystko co najciekawsze wieczorem zabrał nas do lokalu herbacianego gdzie trochę potańczyliśmy przy muzyce na żywo. Następnie w miejsce gdzie odprawiana była jakaś modlitwa i taniec, 30 min kręcenia się bez przerwy ale wszystko elegancko przygotowane, do tego herbata , mleko z cynamonem i racuchy za darmo. Wszystko skończyło sie kolo 23 a my już byliśmy padnięci, jak przyszliśmy do Hostelu to Alesz padł bardzo szybko, reszta za bardzo nie miała ochoty spać, ale kolo 3 chyba padliśmy.
Rano pobudka, o 9 . Zebraliśmy się i pojechaliśmy do wioski z czasów Ottomana Empire, w której zjedliśmy śniadanie. Wspólnie na podłodze stół okrągły. Załączam zdjęcie.
Następnie spacer uliczkami tej wioski. No i mnie zaczęły znów nerki cholernie boleć i cały brzuch ;( wiec dla mnie impreza się skończyła. Nie wiedzieliśmy jak kupić bilet powrotny , po turecku Alesz wydusił coś do jakiś kobiet które pomogły jak podjechał autobus że jesteśmy studentami i turystami z polski i za darmo wróciliśmy.
Potem z hotelu zabrałem dziewczyny do restauracji na typowy turecki obiad, nie był zły ale drogi cholera, 13 TL na głowę wyszło. Potem Ahmed pokazał nam resztę meczetów itd. No i wróciliśmy do Hostelu się zebrać, i w autobus, droga powrotna spokojna, oprócz mnie i Lilki każdy spał :) Ale w Adapazari dziewczyny zaprosiły nas na drinka, no i tak wyszło, że u nich była impreza, no i ja zostałem na noc , a Alesz znikł nawet nie wiem kiedy ale to dlatego że miał egzamin na drugi dzień. Co sobie uświadomiłem rano że ja przecież z nim ma ten przedmiot, tylko że ja myślałem że to będzie o 20 tak jak zajęcia a było to o 13, ale od Marleny jest blisko do Kampusu.
Kolejna noc też spędziłem z polkami, fajne kobiety a w środę rano wyjeżdżały. Niestety, nawet i mi się łezka zakręciła w oku ale byłem twardy :D mam zaproszenie do Łodzi , z której pochodzą i zapewne je wykorzystam. Dni teraz polegają na nauce. Jak będę wracać opiszę resztę przed i po Antalii , pozdrawiam.
Nasi studenci na Litwie
„JEST BARDZO FAJNIE...”
W zeszłym roku z ogromną ciekawością czytaliśmy informacje, które przesyłały nam studentki Powiślańskiej Szkoły Wyższej w Kwidzynie, przebywające w Turcji, gdzie na partnerskiej uczelni realizowały program nauczania. Dziewczyny pisały prawie o wszystkim: począwszy od zajęć, nauki poprzez wykonywanie prac i zadań semestralnych po barwne opisy krajobrazów, udokumentowane zdjęciami, opisywały zwyczaje, kulturę i obrzędy tureckie.
Z kolei w bieżącym semestrze piątka studentów z Wydziału Zarządzania PSW wyjechała na Litwę do Siauliali College. Również są zachwyceni pobytem na zagranicznej uczelni. W imieniu wszystkich tam obecnych dotychczasowe wrażenia z pobytu opisała i przesłała nam Kamila Górska.
Serdecznie witamy:)
Na Litwie jesteśmy od lutego. Zwiedziliśmy już całe nasze miasto - Siauliai, między innymi Górę Krzyży, Muzeum Kotów, Muzeum Rowerów. Miasto Siauliai ma bardzo fajny deptak, podobny do naszego kwidzyńskiego, tylko że o wiele większy, ze sklepami i kawiarniami, gdzie można posiedzieć i poznać interesujących ludzi.
Czujemy się tu bardzo dobrze. Wszyscy o nas dbają. Litewscy studenci są przyjaźnie nastawieni do obcokrajowców - byliśmy razem na kręglach, na imprezach studenckich. Było nam bardzo miło, gdy ostatni rok studentów zaprosił nas na swoje zakończenie. Był mały spektakl, który przedstawiał parodię lekcji, jaka odbywała się na ich zajęciach:).
Jedna osoba udawała Krejzolkę, tę, która jest w jednym z naszych polskich kabaretów. Było bardzo fajnie i sympatycznie. Potem było spotkanie z nauczycielami, szampan oraz poczęstunek. Jesteśmy również zapraszani na wewnątrzszkolne spotkania. Istnieje, oczywiście, bariera językowa, dlatego że my nie znamu litewskiego, a oni nie umieją polskiego. Ale w języku angielskim wszystko można załatwić i się dogadać. Porozumiewamy się więc po angielsku. Jak na razie, jesteśmy tu jedynymi obcokrajowcami.
Jeżeli chodzi o samą szkołę, naukę, to mamy do napisania (właściwie, już są napisane i oddane) prace zaliczeniowe na niektóre zajęcia. Mieliśmy opracować biznesplan małego, własnego przedsiębiorstwa. Następnie na Podstawy Finansów każdy z nas miał swój własny temat (głównie o bankach). Natomiast z Prawa były tematy związane z konstytucjami rożnych krajów. Na Marketing musimy przygotować prezentacje na temat reklam sklepów w naszym Kwidzynie: jak te reklamy wyglądają, co jest dobre, a co złe, co nowoczesne, a co odchodzi już w niepamięć i czego sie nie robi. Mamy również zajęcia z języka angielskiego, używanego w biznesie, gdzie na koniec czeka nas test i egzamin. Nauczyciele podchodzą do nas z wielkim serduchem i zrozumieniem:)
Nasze litewskie miasto ogólnie jest wielkości Kwidzyna, no może troszeczkę większe. Znamy je już na pamięć, tutaj nie można się zgubić:)
Byliśmy również w Rydze na Łotwie - jest tam bardzo ładnie i ciekawie, jednak pogoda nie pozwoliła nam zwiedzić całego miasta.
Najzabawniejsze sytuacje zdarzają się, jeżeli chodzi o język, kiedy nie możemy się dogadać. Bardzo śmiesznie jest, gdy idziemy gdzieś z litewskimi studentami i uczymy się nawzajem swoich języków. Oczywiście, wtedy z naszych ust padają takie polskie wyrażenia, jak: „chrząszcz”, „stół z powyłamywanymi nogami”, „szosa sucha”. Trzeba usłyszeć, jak oni to wszystko wymawiają:) ale to nie jest tak, że się poddają. Ćwiczą i jak nas spotykają, pytają, czy już dobrze mówią:)
Czerwiec zbliża się wielkimi krokami i będziemy musieli wracać z Naszej Litwy. Naprawdę, wielka szkoda, że ten czas tak szybko leci.
Nauczyliśmy się tu odpowiedzialności, poznaliśmy nową kulturą, chociaż nie odbiega ona tak bardzo od naszej. Tutaj ludzie mają więcej wolnego i więcej różnych świąt, nie chodzą wtedy do pracy ani do szkoły.
Jest bardzo fajnie, będzie nam tego wszystkiego brakowało.
Pozdrawiamy wszystkich bardzo serdecznie:)


Studenci Powiślańskiej Szkoły Wyższej, przebywający na studiach na Litwie - Siauliai College, w ramach programu Erasmus powoli się aklimatyzują. Mają coraz więcej zajęć, w tym razem z kolegami z Łotwy, Bułgarii i Portugalii rozpoczęli naukę litewskiego.
- Jest to bardzo trudny język, zupełnie nie podobny do naszego. Już chociażby odmiana nazwisk rodzi problemy - każdy nazywa się inaczej - ojciec, matka i dzieci. W gazecie, czasami można coś zrozumieć, ale tak na ulicy kompletnie nic... mówią studenci PSW.
W ramach poznawania kultury litewskiej oraz zwyczajów litewscy studenci zorganizowali wyjazd do niedaleko położonego miasteczka na święto przepędzania zimy. Festyn połączony był z pokazami rękodzielnictwa oraz zabawami na śniegu. Zdjęcia pokazują trochę z klimatu tego wydarzenia.
KSO/PSW
Studenci Powiślańskiej Szkoły Wyższej, jak co roku już wyjechali na wymianę w ramach Programu Erasmus. W tym roku szansę taką otrzymało 3 studentów Wydziału Zarządzania - Krzysztof Kozłowski, Michał Rogowski i Krzysztof Rakowiecki. Studiują w Siauliai College na Litwie - Uczelni partnerskiej PSW.
- Studenci dostają miesięczne stypendia - w tym roku w wysokości 315 Euro, a PSW dodatkowo rezygnuje z czesnego w okresie studiów zagranicznych. Myślę, że pieniędzy im nie brakuje... mówi Katarzyna Strzała-Osuch, Koordynator Programu Erasmus w Powiślańskiej Szkole Wyższej.
Sami studenci piszą o swoich przeżyciach i nowych doświadczeniach w e-mailach przesyłanych do uczelni.
- „... Zajęcia w szkole są całkiem ciekawe a język angielski jak na razie nie jest dla nas przeszkodą w relacjach z rówieśnikami i nauczycielami. Niebawem dojdzie nam język litewski i marketing - to także zapowiada się ciekawie... Jak na razie z chłopakami i Gergan (Bułgarka) oraz naszą przewodniczką (Litwinka) byliśmy na ogólnokrajowym święcie pożegnania zimy w Rumsiskes (obok Kowna)...”- pisze Krzysztof Kozłowski.

Spotkanie integracyjne studentów Erasmusa z Polski, Bułgarii, Łotwy i Litwy
- „... Z wiadomości dla mnie najciekawszych... - dostałem się do drużyny koszykarskiej, lecz szansa na wystąpienie w jakimś turnieju jest znikoma, ponieważ mam zaległości taktyczne...” pisze Michał Rogowski.
PSW stara się rokrocznie wysłać studentów na wymianę, mając nadzieję, iż pobyt w uczelni partnerskiej w Europie przyczyni się zarówno do osobistego rozwoju studentów, jak również do rozwoju samej uczelni. W przyszłym roku akademickim PSW może zorganizować zarówno wyjazdy na studia za granicą, jak również na praktykę - w sumie dostępnych będzie około 15 miejsc.
KSO/PSW
Studenci z Kwidzyna
NA LITEWSKIEJ UCZELNI
Prężnie rozwijająca się współpraca naszej uczelni z partnerskimi szkołami wyższymi za granicą daje naszym studentom realną możliwość kontynuowania nauki na zagranicznych uczelniach. To wielka frajda móc studiować, a zarazem poznawać świat.
Znamy już wrażenia studentek WSZ z okresu ich pobytu na uniwersytecie w Turcji. Poza nauką zdobyły ogrom doświadczeń, niezmiernie pozytywnych wrażeń, zawarły wiele przyjaźni, poznały jakże odmienną od naszej kulturę.
Teraz kolejna grupa studentów z I roku Wydziału Zarządzania wyjechała w ramach partnerskiej wymiany za granicę. Kamila Górska, Emilia Kamińska, Paweł Sandomierski, Krystian Karasiewicz i Piotr Szczepański studiują w Siauliai College. Litewska uczelnia to państwowa politechnika, mająca, podobnie jak nasza szkoła, dwa wydziały: wydział zarządzania i nauk o zdrowiu. Ponieważ zasadą jest, że podczas pobytu na uczelni studentów z zagranicy wykłady muszą być prowadzone w jednym z oficjalnych języków Unii Europejskiej, nasi studenci zgłębiają wiedzę na swym kierunku w języku angielskim.
Oprócz ciekawie prowadzonych zajęć teoretycznych, w ramach ćwiczeń z marketingu, otrzymali oni między innymi ciekawe zadanie opracowania projektu, polegającego na opisaniu reklam w Siauliai, porównując je z tymi, jakie są w Polsce, uwzględniając wszelkie aspekty działalności marketingowej.
Takie zadanie sprzyja poznaniu tamtejszego miasta, skłania do bacznej obserwacji codziennego życia, a to, przy okazji wykonywanego zadania, dla każdego z nich jest nieocenionym pozytywnym wrażeniem i doświadczeniem życiowym.
Niewiele miast, takiej wielkości jak Kwidzyn, może poszczycić się swoją wyższą uczelnią. Niewiele z nich dba w takim stopniu o to, by studenci mogli studiować za granicą. Poza tym, godnym podkreślenia jest również fakt, że w okresie pobytu na zagranicznej uczelni, kwidzyńscy żacy nie płacą w rodzimej uczelni czesnego, choć w innych szkołach prywatnych w Polsce tak nie jest.

Przed gmachem litewskiej uczelni
Witamy
U nas wszystko sie uklada dobrze. W zeszly piatek mialysmy pierwszy egzamin zaliczeniowy z jezyka tureckiego. Myslimy ze poszlo dobrze i nie ma sie o co martwic. W srode za tydzien mamy egzamin z mikroekonomii. Wyklady z tego przedmiotu prowadzone sa przez naszego koordynatora. Przeslamy Pani jedno zdjecia ze szkoly. Na nim jestesmy przy glownej bramie wjazdu do kampusu. Drugie to jak jechalysmy do Marmaris na dyskoteke po udanym piatkowym egzaminie. Marmaris to miasto polozone obok Akyaki. Bardzo sliczne i warte zobaczenia. Najpierw nauka o pozniej troszke zasluzonej zabawy.
Pozdrawiamy serdecznie
Aga i Benia



Witamy:-)
U nas wszytko dobrze. Szkoła zaczęła się pełną parą. Mamy dużo prac do pisania i sporo nauki. Na każdy tydzień musimy przeczytać sporą ilość materiału na zajęcia. Ale wykładowcy są fajni. Mamy zamiar zaprosić wszystkich pod koniec kwietnia na grilla. Chciałyśmy już prędzej wszystkich zaprosić, ale niestety, o ile dla nas tutaj jest ciepło, o tyle dla mieszkańców jest zimno i dziwnie się na nas patrzą jak chodzimy bez kurtek:-)
Przesyłamy parę zdjęć. Wszystkie zrobiłyśmy w miejscowości, w której obecnie mieszkamy. Tu jest znacznie lepiej niż w Mugli i przede wszystkim dużo cieplej:-) Wszyscy mówią, że na początek kwietnia zapowiadane są 40 stopniowe upały. Czy to prawda to się okaże bo tydzień temu jak pojechałyśmy do szkoły to się bardzo zdziwiłyśmy. Sypał śnieg i to dosyć mocno i było strasznie zimno! W Gokovie na szczęście śnieg nie padał, był tylko mały deszczyk.
Nie żałujemy decyzji o przeprowadzce w to bajkowe miejsce. Do szkoły jest daleko, ale za to jest morze, góry, palmy i taki mały raj na ziemi:-) Nie można się tu nudzić!!!
Pozdrawiamy wszystkich gorąco!
Ola, Aga i Benia









TURCJA 2007
Witam
Wczoraj dostałyśmy certyfikaty z języka tureckiego. Wszystkie bardzo ładnie zdałyśmy ten egzamin i dostałyśmy po 6 punktów transferowych. Mam nadzieję, że nasza szkoła uzna te 6 punktów i zostaną nam do zdobycia jeszcze 24 punkty. Szczególnie, że nie było łatwo zaliczyć ten egzamin.
Trzeba było zdobyć 70%, żeby w ogóle zaliczyć a i sam egzamin nie był aż taki prosty. Musiałyśmy przygotować 2 projekty w ciągu 2 tygodni i pogodzić to z nauką na egzamin.
Egzamin składał się z kilku części. 1 część polegała na odróżnieniu prawdziwych słówek tureckich od nieprawdziwych. w 2 część dotyczyła rozumienia ze słuchu. Następna czytania a ostatnia pisania. Po egzaminie pisemnym był egzamin ustny.
Na drugi dzień była prezentacja w języku angielskim o Turcji a trzeciego dnia miałyśmy egzamin z prezentacji po turecku. Było całkiem fajnie. Wszystkie prezentacje się podobały:-) Naszą nawet nagrałyśmy:-)
W sobotę jedziemy do Mugla. Mam nadzieję, że tam też będzie fajnie.
W załączniku przesyłam zdjęcia naszych certyfikatów.

TURCJA 2007
Witam!
Ostatnio byłyśmy w największym muzeum w Antalii, niedawno też byłyśmy w miniaturowym mieście. Były tam miniaturowe budynki z Antalii, Istambułu, Izmiru i Mugli. Mamy sporo zdjęć. Jest tylko problem z ich przesyłaniem bo tutaj jest kiepski transfer i przesłanie jednego zdjęcia bardzo długo trwa a nie zawsze mamy dostęp do internetu. Jutro znów idziemy do jakiegoś muzeum. Organizujemy sobie też wyjazd w góry i na grilla.
Nauczyciele z Erazmusa planują też zabrać nas do Olimpii. Fajnie by było, gdyby to wszystko wypaliło. Na razie jesteśmy bardzo zadowolone z wyjazdu. Pogoda jest super. Jest ciepło. Czujemy się jakby była wiosna. Turecki idzie nam już trochę lepiej. Sporo gramatyki nas uczą. Ale to zupełnie inny język niż te, których gramatykę znamy. W jednym wyrazie jest kilka wyrazów. Niedługo będziemy miały egzamin, który będzie trwał 2 dni. Musimy zrobić 2 projekty. Jeden po angielsku o Turcji a drugi po Turecku. Planujemy zrobić rap po turecku z polskim podkładem muzycznym.
Mam nadzieję, że fajnie to wyjdzie. Planujemy to nagrać na aparacie. Ale raczej nie wyślemy tego bo to za dużo będzie ważyło.
Teraz w sobotę mamy wieczór po turecku. Idziemy na turecką dyskotekę :).Miasto jest śliczne z jednej strony przez cale miasto ciągną się góry a z drugiej morze. Jest taki widok że nie da się opisać. Lepiej niż w katalogach :). Hotel też jest super. Zastanawiamy się jak będzie w Mugla. Czy też będzie tak ciepło, ładnie i czy będziemy mieli gdzie spać.
Mamy tutaj dziewczyny, które teraz szukają mieszkania. Podobno znalazły coś. Tylko mówią, że te mieszkania są najczęściej bez żadnych mebli. Te z meblami są podobno bardzo drogie. Zastanawiamy się jak to będzie z nami. Ci ludzie chcą, żeby płacić im kaucję. I z tego co się dowiedziałam to oni tych kaucji nie oddają bo zawsze znajdą jakiś powód, bo to ściana jest obstukana, lub coś innego. A zazwyczaj to było już przez wprowadzeniem się do mieszkania. Jeśli tak by miało być to zastanawiamy sie czy nie lepiej by było zostać w tym hotelu dla gości. Tylko nie wiemy czy nam na to pozwolą.
Pozdrawiamy wszystkich!



















